Flora Szczepanowska, prof. Konserwatorium w Poznaniu

„Muzyka w Szkole” 1929 nr 5, s. 80–81.

Słuch absolutny czy słuch relatywny?1

Zdaje mi się, że cała dyskusja i polemika, która wynikła u nas na tle możności lub niemożności wyrobienia słuchu absolutnego – polega poprostu na nieporozumieniu co do słów i definicji a nie istotnej sprzeczności poglądów.
Definicja prof. Kazury brzmi:
„Obdarzona słuchem absolutnym jednostka z łatwością zaśpiewa zasłyszane dźwięki i potrafi je nazwać, czyli określić ich wzajemny do siebie stosunek. Ktoś posiadający słuch względny, jakkolwiek zabrane dźwięki powtórzy głosem, to jednak nie potrafi ich dokładnie określić” (patrz: S. Kazuro: „Drogi rozwoju słuchu muzycznego”). Otóż, mojem zdaniem, w tej nieścisłej definicji leży źródło nieporozumień. Człowiek bowiem ze słuchem absolutnym, nazwie z łatwością, bez wahania i nieomylnie usłyszane dźwięki, ale uczyni to zupełnie niezależnie od ich wzajemnego stosunku, jedynie tylko na podstawie specyficznej pamięci ilości drgań na sekundę, które warunkuje wysokość tonu.
Człowiek z wyrobionym słuchem relatywnym (czyli względnym) może nie umieć natychmiast nazwać usłyszanych dźwięków, ale z całą, dokładnością określi ich wzajemny do siebie stosunek. I tak, człowiek o słuchu absolutnym, usłyszawszy np. tony dh, powie: To było d i h. Jednak wrażenie seksty wcale nie potrzebuje dla niego zaistnieć, o ile nie wezwie na pomoc muzycznego poczucia relatywnego, lub czysto intelektualnego obrachowania interwalu. Człowiek o słuchu relatywnym, usłyszawszy te sanie tony dh, powie: to była seksta wielka. O ile pamięta jakiś ton orjentacyjny, np. c lub a, to błyskawicznie porówna z nim w myśli usłyszane tony, i znów na podstawie stosunku tonów, uzupełni określenie i powie: to była seksta wielka d–h. Na pozór ta druga odpowiedź również sprawi wrażenie słuchu absolutnego, a jednak wewnętrzny przebieg czynności słyszenia był w obu wypadkach zasadniczo odmienny.
Nie zewnętrzny wynik ale ten właśnie wewnętrzny przebieg czynności słyszenia definitywnie przesądza przynależność do typu absolutnego lub relatywnego słuchu. Wyrobienie słuchu relatywnego polega na wyrobieniu techniki myślenia muzycznego do tego stopnia, żeby te szeregi wnioskowań i skojarzeń, któremi się słuch posługuje przy ocenie wrażeń muzycznych, stały się błyskawicznie szybkie i podświadome.
Przez specjalnie zwróconą w tym kierunku uwagę i ćwiczenie można wyrobić pamięć jednego lub kilku dźwięków sposobem absolutnym. Pamięć ta jest oparta bądź to na barwie danego instrumentu, bądź na umiejscowieniu wrażeń mięśniowych w strunach głosowych. Pamięć taka nie działa jednak niezawodnie i zwykle, z chwilą ustania intensywnych ćwiczeń, chwieje się i słabnie. Ale nawet wyrobienia absolutnej pamięci siedmiu dźwięków gamy C-dur w obrębie skali głosowej nie można nazwać słuchem absolutnym, gdyż orjentacja w całej reszcie dźwięków będzie się musiała odbywać sposobem relatywnym. Inna rzecz, że orjentacja przybliżona co do wysokości dźwięków jest rzeczą pożyteczną. Dlatego też jestem za tem, by wszystkie ćwiczenia śpiewać w tej wysokości tonów, w jakiej są, napisane. Osiągnie się przez to uboczny, ale korzystny wynik.
Czy jednak wysokość środowiska muzycznego przesunie się w myśli muzyka o pół tonu lub nawet cały ton w górę lub w dół, to jest rzecz podrzędnej wagi, byleby stosunki między elementami tego środowiska były odczuwane z bezwzględną, ścisłością.
Przejrzałam dokładnie całą metodykę prof. Kazury, i – za wyjątkiem może tylko początkowego opracowywania osobnego poszczególnych dźwięków gamy C-dur – nie znalazłam żadnych ćwiczeń specjalnych na wyrobienie właściwego słuchu absolutnego. Wszystko tam jest oparte na słuchu relatywnym, wszystko zmierza do wyrobienia i wysubtelnienia słuchu relatywnego.
Tak wyrobiony słuch relatywny może mieć wszelkie pozory słuchu absolutnego, ale słuchem absolutnym nie jest. Do wyrobienia takiego, pozornie absolutnego słuchu dążymy wszyscy, każdy swojemi drogami.

FORTEPIAN CZY KAMERTON?

Co do kwestji, czy przy nauce solfeżu używać tylko wyłącznie kamertonu czy i fortepianu, mój pogląd jest następujący: Fortepian, jako instrument o gotowych tonach nadaje się niesłychanie do popierania lenistwa myślowego i bierności uczniów. Nic prostszego, jak ulec pokusie wyręczenia się fortepianem w odszukaniu tonu. Dlatego też uczniowie absolutnie powinni posiadać kamerton i posługiwać się nim wyłącznie przy pracy nad wyrobieniem słuchu, przy wyszukiwaniu samodzielnem tonów. Jednak nauczycielowi, wykształconemu fachowo i świadomemu celu, fortepian może oddać, znakomite usługi i dać sposobność do wielu ćwiczeń, których za pomocą kamertonu przeprowadzićby niebył w stanie. Myślę zwłaszcza o ćwiczeniach z zakresu dyktatu muzycznego i o ćwiczeniach harmonicznych.
Oczywiście, nie śmie fortepian być nigdy używany do wyręczania uczniów, do poddawania im tonów które powinni samodzielnie wyszukiwać. Ale czy ton orjentacyjny, Do lub La, podany kamertonem, czy na fortepianie, to nie gra żadnej roli. Ponadto uważam, że ćwiczenia słuchowe powinny być prowadzone na podkładzie jak najbardziej różnolitym, że należy używać, obok głosu ludzkiego, także i fortepianu i skrzypiec i wszelakich instrumentów jakie będziemy mieli sposobność uzyskać, w jak najróżniejszych kombinacjach.
Rozpoznawanie słuchowe trzeba uniezależnić od barwy wyłącznie wokalnej, gdyż terenem naszej orjentacji muzycznej powinna być muzyka nietylko wokalna ale i instrumentalna.

__________

1 W artykułach Flory Szczepanowskiej została zachowana oryginalna pisownia.